o obojętności w Warszawie

A to może być Wasza Matka! Rzecz o obojętności w Warszawie.

  •  
  •  


 

W tym miejscu leżał człowiek - obok ulicy majacej po 5 pasów w każdą stronę...

W tym miejscu leżał człowiek – obok ulicy majacej po 5 pasów w każdą stronę… (źródło Mapy Google)

W tym wielkim, pięknym mieście, dumnym ze swojej historii, w mieście w którym co drugi facet marzy o koszulce z motywem z Powstania Warszawskiego (a co drugi ją ma), w mieście w którym Panie mają do dyspozycji jedyny w Polsce salon z torebkami Louis Vuitton, a większość dzieci poniżej 3 roku życia potrafi ściągnąć aplikację z Play Google, w jedynym tego typu mieście w kraju, na chodniku może leżeć przez nikogo niezauważony, nieprzytomny, a nawet martwy człowiek… Nikt się nie zatrzyma. A to może być Twój ojciec, brat, syn, sąsiad*

O obojętności w Warszawie

Wczoraj, godzina po 19, wracamy z zakupów. Na skrzyżowaniu Modlińskiej z Mehoffera czekamy na lewym pasie by skręcić w lewo na nasze osiedle. Po prawej stronie, na chodniku przy przejściu, twarzą do ziemi, nieruchomo leży człowiek. Jadący w stronę Legionowa mają zielone, na oświetlonym krzyżowaniu wszyscy widzą leżącego człowieka, ale „to pewnie pijak”, „niech inni się zatrzymają”, „zaraz ktoś mu pomoże”…

„Chłopaki patrzcie w prawo, tam leży człowiek i nikt mu nie pomaga” mówię do siedmiolatków z tyłu. „Pewnie jest pijany” odpowiadają. Nie mamy jak do niego dojechać, musielibyśmy w poprzek przeciąć 4 ruchliwe pasy z rozpędzonymi autami. Kątem oka widzę, że do mężczyzny podchodzi jakiś student z laptopem na ramieniu. Mam zielone, zakręcam na osiedle. Po jakiś trzystu metrach myślę, a co jeśli ten facet odejdzie? Muszę się upewnić, zawracamy na najbliższym rondzie i po przejechani około kilometra jesteśmy na miejscu. Po studencie z torbą ani śladu, a człowiek nadal leży na chodniku twarzą do ziemi. Wybiegam z samochodu. Na potylicy leżącego Pana krew. Szarpię go, sprawdzam czy oddycha. Oddycha.

Tak – setki  przejeżdżających Warszawiaków miało rację „na pewno pijany” – czuć to po pierwszym wydechu. Gdy próbuję wydobyć z Pana czy wie jak się nazywa, co się stało, czy ktoś go uderzył, okradł, pojawiają się dwie Panie, pytają czy mogą jakoś pomóc. Zjawia się też pewien Pan, jak się potem okazuje stomatolog (jak mówi zawsze sprawdza takich ludzi, nieważne czy pijani, czy nie). Stomatolog wpada na jak najbardziej słuszny pomysł żeby posadzić Pana na pojemniku z piachem –jest ciężko, ale we dwóch dajemy radę. On też zauważa krew na głowie otumanionego człowieka. Krew zdążyła już zakrzepnąć…

Stomatolog wyciąga telefon, dzwoni na 112, opowiada co się stało. Mówi, że byłby zobowiązany gdybym poczekał z nim na przyjazd karetki, oczywiście. O dziwo na wysokości Ratusza Białołęka widać już niebieskie światła.

Teraz zaskoczenie. Oddzwania do niego dyspozytorka pogotowia i pyta się czy to on dzwonił 5 minut wcześniej. Z jej relacji wynika, że kilka minut wcześniej na ten adres jeden z kierowców wezwał też pogotowie. Ona zapytała go, czy człowiek jest przytomny, ten odpowiedział, że nie wie bo jedzie samochodem!!! Poprosiła by zawrócił i poczekał na karetkę, sprawdził w jakiej kondycji jest poszkodowany (czy żyje). Kierowca odpowiedział, że nie – bo nie ma jak zawrócić, a mu się spieszy.

Uwierzycie?!

Jeśli stracisz przytomność w Warszawie, możesz liczyć …tylko na siebie

Co ciekawe, ten leżący Pan to nie był „jakiś bezdomny/menel/pijak”. To normalnie ubrany facet, widać że wracał z pracy, ciuchy schludne, czyste. Może spotkał kolegów, nie wiemy.

To mógł być każdy. Pomijając alkohol, każdy może zasłabnąć, niektórzy mogą mieć atak padaczki, inni zawał serca, jeszcze inni mogą dostać czymś w tył głowy podczas próby rabunku. „Najlepsze” jest to, że w stolicy, może minąć go przez kilka minut, setki, nawet tysiące osób – bo spieszy im się, nie opłaca im się zawrócić. Te kilka minut „pośpiechu” – objętnosci, wystarczy by ktoś odszedł na tamten świat, lub do końca zycia był kaleką.

Tym „pijakiem” może być każdy. Twój mąż, ojciec, dziadek, matka, syn, córka – myślisz, że ktoś się zatrzyma? Dziś już nie wiem…

Mam wielki apel – zatrzymujcie się zawsze, tym bardziej jak jesteście z dziećmi, nawet jeśli narazicie je na widok krwi, czy „innych płynów ustrojowych”. Może i „jest pijany”, ale jeśli się raz pomylicie, możecie nazajutrz przeczytać na Facebooku, że już jest martwy…

* oczywiście w tytule jest zapożyczenie z filmu Miś.



  •  
  •