Fun Park Digiloo – czyli jak w prosty sposób wycisnąć ze swoich klientów 115 % normy. I to w gotówce!


  •  
  •  


20151111_114009

Wygląda to bardzo profesjonalnie, ale pozory mogą mylić…

To mógł być naprawdę pochlebny wpis, sala jest zachwycająca, jednak tytuł nie bez przyczyny nawiązuje do standardów pracy z PRL’u.

Fun Park Digiloo, obsługa – do przeszkolenia

Uczciwie trzeba przyznać – w Digiloo nasze dzieci czuły się jak w raju, my natomiast – w zetknięciu z nieprofesjonalną obsługą przy wejściu – jak na planie kultowego Misia.

O co poszło? Podchodzimy do kasy, zakupić dwa bilety na nieograniczony czas. Mamy przygotowane 80 złotych. W poniedziałek dzwoniliśmy tu by zapytać jaka jest cena w środę i przypadające akurat Święto Niepodległości, czy taka jak w weekendy – nie, taka jak w tygodniu usłyszeliśmy odpowiedź w słuchawce. Decyzja jedziemy.

Wchodzimy, spoglądam na cennik w wejściu – zdjęcie niżej.

20151111_111002

Cennik wywieszony przy kasie Digiloo w dniu (stan z dnia 11 listopada 2015)

20151111_155507

Punkt 2 wyraźnie wskazujący, że płatności opierają się o cennik (nic o stronie www, świętach itd)

Zaczyna się (niemiły ostatecznie) dialog:
– poproszę 2 bilety na cały dzień                                                                                                                                                          – 98 zł
– dlaczego 98, jeśli dziś za 39 zł od dziecka? 
– bo dziś jest Święto
– dzwoniliśmy przedwczoraj i powiedzieliście, że dziś ceny są jak w dzień powszedni
– ale dziś jest Święto (wyższy brunet upiera się przy swoim)
– ok, to co zrobimy? W cenniku (pokazuję go palcem na ścianie, wisi metr obok nas) macie że bilety dziś są po 39, proszę mi pokazać gdzie w cenniku i regulaminie napisane jest że dziś cena jest świąteczna?
– yyyy, yyyy, eeeeeee, na kasie nie mogę dziś nabić mniej, bo na kasie jest ustawiona stawka świąteczna
– to ja poproszę z managerem
– nie ma 

– a kiedy będzie?

– nie udzielamy takich informacji 

Naradzamy się głośno z żoną:
– co robimy, nie idziemy? 

– to nie fair, wychodzimy stąd
Na to wtrąca się „profesjonalista zza lady” i mówi:

– niech się Państwo zastanowią, czy wchodzą, czy nie – odpowiada pan zza lady na nasze pytanie co mamy robić
– poproszę dwa bilety i paragon, będzie podstawą reklamacji – odpowiadam i wchodzimy robiąc jeszcze zdjęcie zawieszonego w drzwiach cennika i regulaminu

Dzieci w siódmym niebie, my mniej.

Żeby rozwiać niepotrzebne wątpliwości powyżej zamieściliśmy zdjęcie cennika oraz regulamin z wyszczególnionym punktem drugim – i pytanie zasadnicze, czy w 2015 roku 11 listopada wypada w sobotę lub niedzielę?

Fun Park Digiloo – jest gdzie poszaleć

Co do sali, co tu dużo mówić, wszystko obrazują zdjęcia- genialnie. Menu w kawiarni na piętrze urozmaicone i w odróżnieniu od innych podobnych miejsc, jeśli ktoś chce zjeść coś zdrowego o dziwo takie potrawy też znajdzie. Niestety cecha wspólna z większością podobnych miejsc – brak uśmiechu na twarzach obsługi. Ja rozumiem, że są może miejsca gdzie szef nienajlepiej płaci, ale czy to powód by traktować klienta jak powietrze lub intruza?

Czy polecamy? Z emocjonalnym uprzedzeniem wstrzymujemy się od odpowiedzi.

Czy przyjedziemy ponownie? Być może, chyba że w odwecie za ten wpis przy wejściu pojawią się nasze zdjęcia w takiej – zgodnej z (preferowanymi tutaj jak się wydaje) standardami PRL – galerii. Jak na filmie z epoki PRL „Co mi zrobisz jak mnie złapiesz”.

Kadr z filmu „Co mi zrobisz jak mnie złapiesz”

I finał. Wychodząc przejrzeliśmy ponownie regulamin, a w nim ostatni punkt mówiący, że reklamacje uznawane są w dniu wizyty. Idziemy.

jest już manager lokalu? Chcieliśmy zgłosić reklamację

po 3 minutach schodzi pani manager

– słucham

– chcemy zgłosić reklamację, w Waszym, tutaj oto cenniku i w regulaminie (pokazuję palcem na konkretne punkty  i ceny na ścianie) macie że dziś bilet kosztuje 39 zł

– ale dziś jest święto, na stronie jest że w święta drożej 

– ale my kupiliśmy bilety nie przez stronę, tylko tutaj

– chcą Państwo zwrot?

– tak

Z wielką łaską oddają. Wychodzimy zniesmaczeni, bo z ich strony, jakby to powiedział klasyk „ani be, ani me, ani kukuryku”. Nie chodzi tu o te 20 zł, choć zanim wejdzie po 500 zł na dziecko i dodatkowe 20 by się przydało. Chodzi nam o ewidentne zagubienie personelu, brak chęci rozwiązania problemu, uparte powtarzanie że czarne jest białe, brak przyznania się do błędu, chęci jego naprawy, a nawet kultury.

Komu polecamy
– uchylam się od odpowiedzi na pytanie

Komu nie polecamy
– osobom uczciwym, które od innych też wymagają uczciwości
– osobom ceniącym profesjonalną, miłą obsługę nie gardzącym też zwykłym, niezobowiązującym uśmiechem
– osobom potrafiącym czytać, rozumiejącym proste treści np. cenniki zawierające kilka pozycji i słów

Praktyczne wskazówki
– bawcie się dobrze

Praktyczne wskazówki dla właścicieli tego przybytku

– albo zmieńcie cennik przy wejściu, albo załogę

– jedno z trzech magicznych słów- warto znać, używać.



  •  
  •